I znów tu jestem. Minęło kilka dobrych lat, a ja wracam. Do dobrych wspomnień, do tych chwil, które dawały mi radość. Przecież nie mogę zapomnieć, że to moje pisanie sprawiało, że było mi lepiej, że dzięki temu jestem dziś tutaj, cała i zdrowa. Kiedyś napisałam, że już wystarczy, że nie wiem czy wrócę. Sama jeszcze nie dowierzam, że podjęłam decyzję o reaktywacji bloga. Było to zdecydowanie spontaniczne, po prostu kliknęłam i jestem. Dziś to takie proste…wystarczy jeden klik, jedno polubienie, jedna reakcja…No ale cóż, tak skonstruowany jest ten świat, wszystko powinno być prostsze. I jest.
Dziś wszystko jest prostsze. Może zapomniałam jak pisze się w stylistyczny, poetycki sposób, tak by czytało się z przyjemnością, ale wciąż to ta sama ja. Może trochę dojrzalsza, bardziej doświadczona życiem i z pewnością bardziej racjonalna. Ale to wciąż ja, pełna wewnętrznej wrażliwości, którą na siłę chcę zachować pod pokrywą cynizmu. Może niektórym wydaje się, że jestem twarda, nic mnie nie rusza, daje sobie radę ze wszystkim, ale w głębi jestem takim samym mięczakiem jak dawniej. Niektórzy nawet są dumni, że poradziłam sobie z wszystkim tak łatwo, nie zdając sobie sprawy jakie to było trudne. No dobrze, ale dość wyznań. Ich było wystarczająco dużo poprzednio. Wtedy nie byłam sama i to dobrze pamiętam. Dziś wpisałam kilka znanych mi adresów w przeglądarkę i o dziwo…Wy tu nadal jesteście. Gdybyście tylko zobaczyli mój wyraz twarzy, gdy spostrzegłam, że tyle lat później są tu osoby, które kiedyś- mimo, że nigdy osobiście ich nie poznałam- były mi bliskie (to było mniej więcej jak niekontrolowany banan na twarzy pomieszany trochę z nienaturalnym wzruszeniem).
Dziwne. To było moje takie drugie życie, całkiem wirtualne. Jednak czułam, że gdzieś po drugiej stronie są te prawdziwe osoby, które mają te same odczucia, te same problemy co ja…Dziś słucham innej muzyki, czytam inne książki, interesują mnie inne rzeczy. Kiedyś nawet obiecałam sobie, że więcej pisać nie będę, blog to takie dziecinne- ktoś kiedyś mi tak powiedział. Swoją drogą, ten ktoś jest dziś bardzo blisko mnie. I mam nadzieję, że to czyta. Bo nie wie, nie rozumie, jak bardzo w tamtych chwilach potrzebowałam pisania, zrozumienia, poczucia, że nie jestem w tym sama. I nie byłam, za co bardzo Wam dziękuję. Chciałabym dziś napisać, że jestem inną osobą, że wszystko zostawiłam za sobą, że nie ma śladu po tym co było dawniej. I po części tak jest. Mam pracę, o której poniekąd marzyłam, faceta którego kocham, względną niezależność i szczęście. Gdzieś tam, głęboko jednak to jest i nie chce wyleźć. Czuję, że czasem paraliżuje, nie pozwala myśleć, przesłania prawdziwy obraz świata. Śni mi się po nocach. Czuję po prostu, że musi minąć jeszcze wiele czasu zanim "dojdę do siebie". Dla tych, którzy mnie nie znają, nie rozumieją- niech śledzą, a te puzzle poukładają się w całość.
Dzisiaj dziękuję Wam ponownie za uwagę. I zapraszam do dalszej lektury…Trzymajcie się cieplutko.
A na koniec trochę historii:
http://wyznania-bardzo-osobiste.blogujaca.pl/